Nieśmiałość

poniedziałek, 1 czerwca 2009
Temat-rzeka - cecha osobowości zwana potocznie nieśmiałością. Zwykle tyczy się ona małych dzieci, które boją się obcych itp., chociaż i to nie jest regułą, bo często dzieci są właśnie śmielsze niż będą w przyszłości - różnie bywa.

Natomiast bywa, że dziecko rośnie i staje się nieśmiałe. Albo jest nieśmiałe i nigdy z tego nie wyrasta. Wtedy mamy nieśmiałego nastolatka, a tutaj zaczynają się już schody. Tak naprawdę ludzie 'normalni' (tak, nie jest według mnie błędne nazywanie ludzi nieśmiałych odstępującymi od normy) nie są w stanie pojąć sposobu odczuwania i rozumowania osoby nieśmiałej - dla nich banalne jest podejść do kogoś obcego i o coś zapytać, a nawet jeśli nie, to nie jest to niemożliwe. Osoba naprawdę nieśmiała po prostu by czegoś takiego nie zrobiła, mimo wszelkich zachęt i całkiej 'bezpiecznej' sytuacji. Po prostu nie i już.

Czym jest ta nieśmiałość? Oczywiście nie mówimy tutaj o jakimś banalnych strachu przed zagadaniem do dziewczyny, bo to jest dość powszechne, uzasadnione i - co najważniejsze - normalne. Nienormalnym jest strach przed np. poproszeniem o pomoc kogoś obcego, pogadanie z kimś na temat danego wydarzenia w trakcie jego trwania (np. na konkursie rozmowa o tym, jak komu poszło itp., na jakimś egzaminie). Wydaje się banalne, prawda? Przecież nikt nas nie zje, nie zabije, nie pobije, nawet się nie obrazi czy nie wyśmieje. Czego tu się wstydzić?

Eksperci mówią, że nieśmiałość jest strachem przed porażką, uniemożliwiającym podjęcie danego działania. Porażka najczęściej określana jest po prostu jako wystawienie na pośmiewisko, ośmieszenie się, zostanie wyśmianym, skrytykowanym. Z tego wynikałoby, że gdyby nawet ktoś nas wyśmiał, to dzieje się armageddon. Trudno to pojąć, ale osoba nieśmiała boi się tak bardzo, że nie można jej ot tak przekonać, że to nie boli i nie gryzie.

Nieśmiali ludzie tak sami z siebie nie boją się tego ewentualnego ośmieszenia - nieśmiałość sama w sobie jest już paraliżująca i strach często nie ma już tutaj żadnego znaczenia. Przyzwyczajenie do pewnej obawy jest na tyle głębokie, że potrafi zastąpić wszelki strach, którego bardzo często już po prostu nie ma. Osoba nieśmiała jest w stanie szczerze stwierdzić, że gdyby zagadała do kogoś, a ten ktoś zignorowałby propozycję rozmowy z jednoczesnym skrytykowaniem np. wyglądu osoby nieśmiałem - nie czuła by się z tym tak źle. Najwyżej co, jakieś ukłucie naszej lichej dumy czy spalenie buraka - tego często nikt nie widzi. Ale nieśmiałość pozostaje.

Występuje w różnych stopniach - jakieś błahe obawy przed radykalnymi działaniami z osobami obcymi po paniczny, paraliżujący strach przed każdym, z kim nie mamy całkiem bliskiego kontaktu - nawet strach przed rozmową z np. koleżanką z klasy - chore, nie? Nieśmiałość często powodowana jest przez niską samoocenę - z góry stwierdzamy, że coś się nie uda i nie ma co próbować, a udać się nie ma prawa, bo kto chciałby gadać z kimś takim brzydkim czy głupim jak my. Stwierdzenia podświadome, acz mocno oddziaływujące na psychikę.

Czy nieśmiałość jest uleczalna? Zapewne tak. Ciężko jednoznacznie stwierdzić. W każdym razie jakaś werbalna perswazja czy terapia szokowa nie wchodzi w grę - może tylko denerwować i pogarszać i tak już kijowy stan delikwenta. Na leczenie takiej przypadłości potrzeba samozaparcia i czasu. Najczęściej nieśmiałość tyczy się płci przeciwnej i to na niej powinniśmy ćwiczyć. Po prostu trzeba stopniowo coraz bardziej się otwierać. Czytając jakieś pierdoły wyczytałem, że ktoś kiedyś próbował mówić 'cześć' do przypadkowych dziewczyn na ulicy - pomysł trochę walnięty, ale jeśli to ma komuś pomóc... Polecam raczej zacząć od prostych celów - takie osoby, które znamy i które nas znają, ale przed którymi jednocześnie odczuwamy pewien strach - co jakiś czas z takimi osobami trochę pogadać o wszystkim i o niczym, nawet pod jakimś badziewnym pretekstem. Może pogadać z panią w sklepie o pogodzie czy jakimś głośnym wydarzeniu w okolicy? Zadanie być może hardkor, ale panie ze sklepów znane są z tego, że lubią rozmawiać ze wszystkimi i o wszystkim, a pewna anonimowość w sklepie może ułatwić takie zadanie, które przecież z punktu widzenia 'normalnych' ludzi nie jest niczym strasznym, a często czymś naturalnym i oczywistym. Po prostu trzeba trochę się odsamodzielnić - nie szukać pół godziny przypraw w markecie, tylko poprosić o pomoc jakiegoś pracownika. Nie pisać wykonywać samemu grupowego zadania, tylko zrobić to z kimś wspólnie - chociażby tylko we dwójkę.

Ćwiczenia wykonywane często i skutecznie, z odrobiną samozaparcia, silnej woli i odwagi z pewnością jeśli nie wyleczą nas z nieśmiałości, to nieco ją obniżą, a to już duży krok w kierunku dobrych kontaktów z płcią przeciwną, których w przypadku nieśmiałości praktycznie nie posiadamy i nie chodzi tu o rozmowę z siostrą czy plotki z babcią.